Ta krewetka używała oleju kokosowego do smażenia i chyba trochę przesadziła...

Jeśli jesteś jedną z tych osób, które odwiecznie poszukują prawdy i chcesz dowiedzieć się jak to jest w końcu z tym smażeniem i na czym smażyć to dobrze, że tu jesteś :)

Przede wszystkim podstawową prawdę jaką powinieneś znać na temat smażenia drogi czytelniku to to, że żadne smażenie nie jest zdrowe niezależnie od tego jakiego tłuszczu użyjesz.
Nie ma czegoś takiego jak „zdrowe smażenie”.

Podczas smażenia zachodzi wiele różnych reakcji chemicznych, procesy utleniania, spalania, reakcje Maillarda i wiele innych, w wyniku których powstaje szereg związków, które mają różnoraki wpływ na nasz organizm.
Smażenie ma wpływ i przyspiesza np. procesy starzenia się organizmu.
Produktem smażonym bombardujemy nasz organizm związkami kancerogennymi, które mogą prowadzić do mutacji komórek np. w obrębie przewodu pokarmowego i początkować procesy nowotworowe.
Im ten proces przeprowadzany jest częściej i w mniej stabilnych warunkach a zarazem nie kontrolujemy tego procesu, tym w smażonym produkcie spożywczym powstanie więcej szkodliwych związków i większą ich dawkę otrzyma nasz organizm.

Co rozumiemy pod pojęciem niestabilne i mało stabilne warunki smażenia?

Oto główne parametry:

Kwasy tłuszczowe. Duże znaczenie ma zawartość w tłuszczu kwasów tłuszczowych nienasyconych i nasyconych.Kwasy nasycone (dosyć stabilne) → kwasy jednonienasycone → kwasy wielonienasycone (najmniej stabilne)Jeśli w kuchni stawiasz na olej do smażenia, porównaj klika i wybierz te, które mają najwięcej kwasów jednonienasyconych i jak najmniej wielonienasyconych. Natomiast kwasy tłuszczowe nasycone to przede wszystkim olej palmowy, kokosowy i tłuszcze zwierzęce np. smalec.

Kolejnym wyznacznikiem jest rafinowanie.
To czy olej jest rafinowany (oczyszczony) lub nie, nierafinowane oprócz tłuszczu mogą zawierać związki mało stabilne takie jak witaminy, barwniki np. karotenoidy, zawierać białka, lotne związki zapachowe, które są źródłem mało dla nas przyjaznych wolnych rodników. Zatem każdy tłuszcz rafinowany będzie dużo lepszą opcją do smażenia.

Kontrola temperatury smażenia.
Nie przegrzewamy oleju i kontrolujemy palnik. Smażymy na wolnym ogniu oraz obserwujemy produkt.

Temperatura dymienia.
Jeśli widzisz, że podczas smażenia tłuszcz kopci to wiedz, że dzieje się źle.
Różne tłuszcze mają różną temperaturę dymienia. Wybieramy te, które mają wysoką temperaturę dymienia najlepiej ponad 200 stopni.

Kaloryka i tekstura produktu.

Potrawy smażone szczególnie te w panierce, porowate i na bazie ciast mogą zatrzymywać w swoich strukturach tłuszcz, przez co taka potrawa staje się prawdziwą bombą kaloryczną.

Strawność tłuszczu, strawność potrawy smażonej.

Im dłużej przeprowadzamy proces smażenia, tym produkt traci swoje właściwości sensoryczne, odżywcze i staje się ciężko strawny a po odpowiednio długim czasie ulega zwęglaniu.
Tłuszcze zawierające kwasy tłuszczowe nasycone, w szczególności te z długimi łańcuchami węglowymi (głównie tłuszcze zwierzęce), będą ciężej strawne niż oleje roślinne takie jak palmowy, kokosowy, następnie mamy całą grupę olejów roślinnych płynnych (w temp. pokojowej) a najlżej strawny będą olej MTC oraz tłuszcz mleczny np. masło – aczkolwiek nadaje się ono do delikatnego smażenia np. jajek w niskiej temperaturze.

Na czym smażyć i które tłuszcze będą najmniej szkodliwe?
Olej kokosowy i palmowy rafinowane
oliwa z oliwek rafinowana
masło klarowane
olej rzepakowy rafinowany

Najlepsze smażenie to takie, które rzadko gości w naszej kuchni :)

Często zadawane pytanie przez pacjentów "a jak to w końcu jest z tym pieczywem".

Wiadomo, że najbardziej wskazane i wartościowe pieczywo to takie, które będzie pochodziło ze zbóż z pełnego przemiału - a więc w zasadzie wszelkie razowce bez zbędnych dodatków. Wskazane głównie dla osób chcących pozbyć się nadmiaru tkanki tłuszczowej. Nie oznacza to jednak, że można zjeść bochenek naraz. Niestety€“ pieczywo razowe też jest kaloryczne. Nie warto też popadać w skrajności.
Niektórzy podchodzą bardzo restrykcyjnie do odchudzania i spożywają pieczywo razowe, płatki owsiane, otręby co przy nadmiernej podaży może skutkować hamowaniem perystaltyki jelit oraz zaparciami.

Jasne białe chleby z mąki czy to żytniej czy pszennej nie są niczym złym. Oczywiście należy zwracać uwagę, aby w takim chlebie było jak najmniej składników (mąka, woda, drożdże, sól).

Pytanie czemu w takim razie tak wiele się mówi, żeby zamieniać białe pieczywo na ciemne/pełnoziarniste?

Sprawa jest banalnie prosta. Głownie chodzi o skrobię a w zasadzie o glukozę, którą nasz organizm otrzymuje po spożyciu chleba. Druga sprawa - białe pieczywo zawiera mniej błonnika. W przypadku białej pszennej bułki kajzerki uwalnianie i wchłanianie glukozy następuję dużo szybciej aniżeli chleba razowego. W przypadku chleba razowego błonnik będzie trochę utrudniał ten proces.
Białe pieczywo będzie zawierało również mniejsze ilości witamin i składników mineralnych niż pieczywo razowe.

Dla kogo białe pieczywo?

Dla grupy osób ze schorzeniami przewodu pokarmowego, dla osób z upośledzonym wchłanianiem składników pokarmowych, często po zabiegach operacyjnych, dla osób aktywnych fizycznie, sportowców, dzieci, młodzieży i osób dorosłych nie mających problemów z utrzymaniem prawidłowej masy ciała.

Pieczywo z ziarnami

Pieczywo z ziarnami (słonecznik, sezam, mak, pestki dyni, siemię lniane) to ciekawa sprawa. Z jednej strony dostajemy dodatkowe witaminy i składniki mineralne z drugiej zaś strony nasiona te zawierają dosyć spore ilości tłuszczu, co niepotrzebnie podnosi kaloryczność takiego pieczywa.
Dobry wybór dla tych, którzy mają problem z niedowagą i niewspółmiernie niską masą ciała do wzrostu. Zaś niekoniecznie wskazane dla osób będących na redukcji.

Pieczywo typu wasa, wafle ryżowe - tu masa zbożowa lub zboże jest rozpulchnione. Mamy lekką formę pieczywa i wydawać by się mogło, że przez to zjemy mniej kalorii. Niestety rzeczywistość jest inna i zazwyczaj nie dość, że takie pieczywo nie zaspokoi naszego głodu to na dodatek skrobia bardzo szybko rozkłada się w organizmie do glukozy, której uwolniony nadmiar w krótkim czasie zostanie zagospodarowany w formie tkanki tłuszczowej - o ile tego nie spalimy :)

Ciemne chlebki, do niedawna wyznacznik zdrowego odżywiania, z reguły są z dodatkiem sztucznych barwników, których w chlebie być po prostu nie powinno.

Drożdżówki, biszkopty, pączki, rogale, ciasta drożdżowe z owocami itp. Tej grupy nie polecam nikomu. Takie produkty zaspokajają apetyt na krótki okres i wprowadzają tylko nadmierne ilości cukru/kalorii.


Pamiętajcie, nie wszystko jest dobre dla wszystkich a przede wszystkim liczy się umiar.

Wielu z Was na pewno zastanawiało się czy bezpieczne jest picie wody z kranu? Są wśród nas też tacy, którzy celebrują wręcz picie wody z butelki a wodę z kranu mogliby używać tylko do… prania. Zarówno picie wody z kranu jak i z butelki ma swoich zwolenników i przeciwników. Jak jest z tą wodą?

Zacznę od „kranówki”.
Szeroko zakrojone kampanie reklamowe prowadzone przez przedsiębiorstwa wodociągowe propagują picie wody z kranu. Woda wodociągowa jest z reguły zdatna do spożycia (oczywiście co jakiś czas zdarzają się wpadki, ale są stosowane odpowiednie komunikaty, zalecenia a przede wszystkim podejmowane są natychmiastowe działania naprawcze). Większość wodociągów chwali się wręcz jakością swojej wody. Należy jednak pamiętać, że woda opuszczająca stację uzdatniającą może znacząco różnić się od tej, która wypływa z naszych kranów. Wszystko dzięki całej sieci przesyłowej rur, w której dosłownie znajdować się może naprawdę niezły szlam. Po przepłynięciu setek, tysięcy metrów, nasza woda może być wzbogacona o różnorodne zanieczyszczenia organiczne, nieorganiczne, chemiczne, może mieć zmienioną barwę, smak, zapach, który nie wszystkim przypada do gustu.
Rozwiązaniem tego problemu mogą być filtry montowane praktycznie tuż przy samej wylewce wody w kranie. Zarówno firm świadczących takie usługi jak i samych filtrów jest na rynku wiele. Właściwy dobór takich filtrów pozwoli nam cieszyć się przyzwoicie czystą wodą pozbawioną zmętnień, obcych posmaków i zapachów. Oczywiście zawartość minerałów będzie w każdym ujęciu inna, ale wystarczająca. Uważać przy tym trzeba na urządzenia podszafkowe działające na zasadzie odwróconej osmozy - straty energii, straty wody a przy tym woda odfiltrowana jest pozbawiona niemalże wszystkiego i nadaje się raczej do akumulatora czy żelazka niż do picia. Minerały w wodzie są niezbędne! Można również stosować filtry dzbankowe, te jednak są mniej praktyczne, mniej wydajne a na pewno droższe.
Jeśli z jakichkolwiek przyczyn nie mamy zaufania do wody z kranu, zawsze można ją przegotować i odczekać aż opadnie osad. Taka woda będzie mniej smaczna, ale korzystniejsza dla małych dzieci oraz osób starszych.

Wody butelkowane

Wody butelkowane mamy gazowane, niegazowane, źródlane, mineralne, smakowe itd.
Wiele z tych wód będzie odpowiednich dla większości społeczeństwa. Należy tutaj pamiętać, aby przestrzegać zaleceń przechowywania: nie eksponować na słońce, wysokie temperatury, nie przemrażać itp. Jeśli pijemy z butelki, to wypijamy ją najlepiej tego samego dnia. Pijąc bezpośrednio z butelki „zaszczepiamy” taką wodę naszą naturalną mikroflorą jamy ustnej. Pozostawienie zakręconej butelki na drugi dzień, może skutkować namnażaniem się tych mikroorganizmów i powodować zmętnienie oraz nieprzyjemne zmiany smaku i zapachu. Jednymi słowy - zaśmierdzi się.
Czytamy etykiety i uważamy na tzw. „wody smakowe”, które mogą zawierać węglowodany/cukry proste, przynoszące więcej strat niż korzyści. Najlepiej omijać je szerokim łukiem.
Dużo gorzej wypadają butle wody galonowej stojące w różnych gabinetach, fabrykach, biurach. W tym przypadku, dużą rolę odgrywa czas (woda w butli może stać w przechowalni bardzo długo). Wpływ mają też warunki przechowywania (ekspozycja na światło słoneczne, temperatura) a przede wszystkim sam stan sanitarny urządzeń dystrybuujących. W sprzyjających warunkach można sobie wyhodować naprawdę ładne akwarium.
Pomijam aspekty ekologiczno-społecznościowe dotyczące samych opakowań jak i materiałów z jakich są wykonane butelki, filtry – to temat na inną bajkę.
Podsumowując – nieważne jaką wodę pijemy, ważne że ze sprawdzonych źródeł.

Dla wielu te dwa określenia oznaczają to samo. Niestety prawda jest taka, że są to odmienne zagadnienia, dlatego pokrótce postaram się wyjaśnić podstawowe różnice.

Popularne „zakwasy” - stan organizmu po wysiłku fizycznym objawiający się bolesnością mięśni. Stan ten trwa od kilku do około 72h po wysiłku. Hipotez przyczyn powstawania bolesności jest wiele (kwas mlekowy, uszkodzenia tkanek łącznych, uszkodzenia tkanek mięśni, skurcz mięśni, stan zapalny i wpływ enzymów) natomiast należałoby raczej przyjąć, iż jest to wypadkowa tych wszystkich czynników.

Jak zapobiegać?

Stale utrzymywać ciało w dobrej kondycji. Zbyt długie przerwy pomiędzy ćwiczeniami/wysiłkiem fizycznym sprawiają, że mięśnie tracą swoją wytrzymałość a wznowienie treningów pobudza je i sprzyja powstawaniu bolesności.
Dla wielu osób to pozytywny sygnał mówiący „mięśnie rosną”, więc warto dać im kilka dni na zregenerowanie.

"Zakwaszenie organizmu"

Generalnie ludzki organizm jest świetnie przystosowany do utrzymywania właściwego pH płynów ustrojowych.
Do zakwaszenia organizmu dochodzi, gdy zostaje zaburzona równowaga kwasowo-zasadowa. Przeważnie jest to następstwo choroby (niewydolność nerek, płuc, cukrzyca) lub wysoce niewłaściwego stylu odżywiania (np. diety wysokobiałkowe, niskowęglowodanowe i wysokotłuszczowe) przy intensywnym wysiłku. Mówimy wtedy o kwasicy.

Czy kwasica jest niebezpieczna?

Kwasica (akumulacja kwaśnych jonów) powstaje w wyniku zaburzeń w funkcjonowaniu pewnych szlaków metabolicznych oraz przy dysfunkcjach narządów i jest stanem niebezpiecznym, zagrażającym nawet życiu.
Kwasicy sprzyja również spożywanie żywności, której produkty przemiany materii mają kwaśny odczyn.

A jeżeli jestem zdrowy to muszę odkwaszać organizm?

Potocznie używane sformułowanie jako „zakwaszenie organizmu” (przy sprawnych układach buforowych) powinniśmy rozumować jako zachwiany, nieodpowiedni stosunek składników mineralnych w diecie (zasadotwórczych metali do kwasotwórczych niemetali). U ludzi zdrowych nie jest to niebezpieczne i wystarczy zredukować w diecie pewne produkty, żeby organizm powrócił do równowagi. W powrocie do prawidłowego stanu pomogą owoce i warzywa, które mają przewagę pierwiastków alkalizujących.

Celowe „odkwaszanie organizmu” suplementami alkalizującymi czy innymi preparatami jest zbyteczne a być może nawet niebezpieczne np. nadmierne spożywanie sody spożywczej czy wapnia (alkalizacja kwasów żołądkowych) może skutkować chociażby niestrawnością.

„Robiłem test na zakwaszenie i wyszło, że mam zakwaszony organizm”

Był to test pH moczu papierkiem lakmusowym czy słowny test wyboru?
Jeśli był to test wyboru to szkoda poświęcać temu uwagi.

Jeśli był to test odczynu pH moczu papierkiem lakmusowym - prawidłowe pH powinno być lekko kwaśne. Uwaga, poziom nawodnienia przed badaniem ma wpływ na wynik. Słabe nawodnienie – odczyn będzie intensywniejszy i prawdopodobnie bardziej kwaśny. Nie oznacza to również, że nasz organizm jest zakwaszony. Jeśli jednak mamy obawy o stan zdrowia, wystarczy oddać próbki (krwi, moczu) do analizy, aby rozchwiać nasze wątpliwości.

No właśnie. Co to ta stewia. Ostatnio miałem kilka zapytań o stosowanie stewii, dlatego prześwietlimy co to za wynalazek.

Mówiąc stewia większość ma na myśli sklepowe słodziki. Etykiety wskazują, że produkt pochodzi z naturalnych źródeł jako wyciąg roślinny.
Stewia w pierwotnej postaci to roślina liściasta bogata w glikozydy, które nadają jej gorzko-słodki smak. Glikozydy te dają odczucie nawet do 300 razy słodsze od sacharozy (cukier). Co prawda roślina pochodzi z klimatu tropikalnego, ale można ją wyhodować w naszym klimacie np. w doniczce.
Co do jej spożycia, kwestia gustu i smaku. Jak już wspomniałem ma charakterystyczny gorzkawy posmak. Obecnie jej stosowanie uznane jest za bezpieczne i z powodzeniem może być stosowana przez diabetyków.


A co z preparatami ze sklepowych półek?

A no właśnie. Stewia a mianowicie preparaty z napisem „stewia”, powinny dawać do 300 razy słodszy smak od sacharozy.
Teoretycznie, idąc tym tropem, żeby zrównać smak sacharozy powinniśmy dodać tylko odrobinkę tego słodzika.
W praktyce niestety jest inaczej.

„Ja dodaję łyżeczkę stewii w proszku do herbaty, mi wystarczą 2 pastylki, mi kropla, a mi 5 kropli..”

Jak na każdym produkcie trzeba czytać etykiety. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na % zawartość ekstraktu ze stewii, zweryfikować zawartość węglowodanów (w tym również maltodekstryn), zawartość alkoholi słodzących (polioli) a nawet zawartość innych substancji słodzących i kaloryczność produktu.
W zależności od koncentracji poszczególnych komponentów, finalny produkt może mieć nawet do blisko 400 kcal na 100g, czyli tyle co zwykły cukier a efekt słodkiego smaku mamy tylko 2-3 razy większy.
Im wyższa zawartość ekstraktu a mniej dodatkowych substancji, tym produkt wydaje się być bardziej właściwy, bynajmniej dla diabetyków i osób z insulinoopornością.

Co prawda dzięki słodzikom takim jak ten, wprowadzimy mniej kalorii do organizmu, ale czy nie powinniśmy pozwolić naszym kubkom smakowym poznać smaku naturalnej żywności bez sztucznego jej „ulepszania”?
Osobiście uważam, iż mimo wszystko, należy dążyć do unikania spożywania tego typu substancji słodzących. Podnoszenie progu wrażliwości naszych kubków smakowych poprzez stosowanie słodzików czy też cukru, powoduje że tracimy zdolność do wyczuwania naturalnie słodkiej żywności.

Czy w takim razie wyszukiwanie coraz to nowych zamienników sacharozy na pewno zmierza w dobrym kierunku?

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad wyborem soli do potraw?

Tanią, drogą, jodowaną, morską, drobno zmieloną, grubą, himalajską, kłodawską, ziołową..?

Większość z Was na pewno wie, że pod nazwą „sól”, „sól kuchenna” kryje się chemiczny związek chlorek sodu. Oczywiście, w zależności od miejsca pochodzenia oprócz owego chlorku sodu, sól będzie zawierała mniej (sole rafinowane) lub więcej (np. himalajska) innych związków mineralnych. Są to jednak na tyle śladowe ilości, że nie mają one większego znaczenia w żywieniu, przy normalnym jej spożyciu.

Większość sklepowych soli, oprócz powyższych składników, wzbogaconych jest w jod (jodek, jodan potasu), który jak wiadomo jest niezwykle ważny dla organizmu m. in. do prawidłowej pracy tarczycy i produkcji jej hormonów. Dobowe zapotrzebowanie człowieka na jod to ok. 150 mikrogram, czyli całkiem sporo biorąc pod uwagę zawartość tego pierwiastka w innych produktach żywnościowych, więc w zasadzie dobrze, że możemy wzbogacić dietę w ten mikroskładnik, aczkolwiek niekoniecznie dobrze, że głównym jego źródłem jest sól.


Gruboziarnista czy drobnoziarnista?

Z gruboziarnistą jest tak, że możemy oszukać się sami i przesolić potrawę. A to dlatego, że w przeciwieństwie do drobnoziarnistej, większe kryształy dłużej się rozpuszczają i możemy nie czuć słonego smaku i dosalać potrawę. Po pewnym czasie jak kryształy się rozpuszczą, potrawy może nie dać się zjeść.


Wysokie spożycie soli, a mianowicie nadmiar sodu w diecie jest dla nas niekorzystny. Nadmiar sodu wpływa między innymi na wzrost ciśnienia tętniczego krwi, zatrzymuje wodę w organizmie, przez co może obciążać układ krążenia i wydalniczy. Wypiera również wapń z organizmu, przez co może przyczyniać się do powstawania osteoporozy oraz zaburzeń pracy mięśni m.in. mięśnia sercowego. Aby ograniczyć spożycie soli można np. wymieszać ją z suszonymi ziołami lub pokusić się o zakup gotowej mieszanki soli ziołowej.

Zatem jaką sól wybrać?

Wybierajmy sól, która najbardziej nam odpowiada i spełnia nasze oczekiwania. Generalnie nieważne jaką sól wybieracie, ważne by używać jej rozsądnie i z głową.

Kiedy kupujecie kwaszoną kapustę, nie odnosicie wrażenia, że nie jest ona w ogóle kwaśna, jest jakaś taka wyblakła, ma dziwny zapach (czasem niektórzy kojarzą go z octowym) a w smaku przypomina namoczone trociny?

Od razu prostuję, trocin nie jadłem :)

Kto z was jeszcze pamięta smak babcinej kwaśnej kapusty – hmm.. ten kwas, na samą myśl ślina napływa do mych ust :)

Która lepsza – kapusta kiszona czy kwaszona? :)

Myślę, że to pytanie powinno zabrzmieć nieco inaczej. Ale zaraz do tego dojdziemy.

Określenie „kapusta kiszona” na przestrzeni wieków utarło się w naszej świadomości, jako produkt naturalny, zdrowy – szczególnie w kulturze wiejskiej.
Natomiast drugie określenie „kapusta kwaszona” zostało usystematyzowane i zarejestrowane powszechnie jako właściwe dla tego wyrobu, z racji, że kapusta w procesie fermentacji zmienia swoje właściwości organoleptyczne pod wpływem działania (głównie) kwasów organicznych – kwaszenie.

Z żywieniowego punktu widzenia podczas kwaszenia/kiszenia kapusty spada zawartość cukru, a wzrasta poziom metabolitów: np. wzrasta zawartość witaminy C, K oraz witamin z grupy B + różnych kwasów organicznych m.in. octowego, mlekowego, a także alkoholu, lotnych kwasów tłuszczowych, aldehydów i wielu różnych związków. Zawartość tych substancji jest różna i w dużej mierze zależy od samego przebiegu procesu fermentacji.

Właściwa różnica, której wszyscy szukają jest pomiędzy kapustą poddaną naturalnemu spontanicznemu procesowi fermentacji a kapustą poddaną procesowi fermentacji w sposób przemysłowy, gdzie warunki procesu i wszelkie dodatki są ściśle kontrolowane + taka kapusta musi spełniać pewne wymagania tak, aby mogła zostać wprowadzona do sprzedaży (nie może się przecież zepsuć zbyt szybko), stąd też dodatek konserwantów. Przy tradycyjnym kwaszeniu „ dzika mikroflora” kapusty przetwarza cukry na różne metabolity w sposób niekontrolowany. Natomiast w warunkach kontrolowanych używa się kultur starterowych, żeby zapewnić powtarzalności i jednolitość produktu (sensorycznie). Stąd te różnice w smaku i aromacie.

Napisałem (jako świadomy konsument) do kilku przetwórni (gdyż większość tych producentów posiada w swej ofercie zarówno „kiszoną jak i kwaszoną kapustę”) i poprosiłem o wyjaśnienie po czym odróżnić kiszoną od kwaszonej kapusty oraz poprosiłem o krótki schemat różnic w procesie produkcji.

Niestety jest to chyba na tyle ściśle strzeżona tajemnica, iż żadnej odpowiedzi nie otrzymałem. A może mają coś do ukrycia? :)

Postanowiłem więc przyjrzeć się tematowi z innej strony. Zakupiłem produkty jednego producenta – kwaszoną i kiszoną kapustę. Po degustacji stwierdziłem, że w zasadzie niczym się nie różnią. Ten sam smak. Cena w przeliczeniu na kg oczywiście była nieco wyższa w przypadku „kiszonej kapusty”.

No właśnie. To chyba dotarliśmy do sedna sprawy – marketing.

Część sprzedawców/producentów wykorzystuje potęgę podświadomości i nieświadomości konsumenta, która podpowiada mu aby szukał i wybierał produkt bardziej zdrowy. Dlatego też na opakowaniu lepiej jest zamieścić sformułowanie „kiszona kapusta”, które wywiera więcej pozytywnych skojarzeń i przemawia do większej ilości odbiorców niż "kwaszona kapusta", które kojarzy się raczej jako kapusta z dodatkiem kwasu.

Przy wyborze tego produktu, kierujmy się zatem własnymi zmysłami. Nie dajmy się nabrać na manipulacje związane z nazewnictwem. Jeśli macie trochę wolnego czasu, możecie spróbować zrobić kwaszoną kapustę sami.

Wtedy będziecie pewni, że producent nie dodał niczego, czego nie chcielibyście jeść :)

Jak to mawiają studenci, „na piwko zawsze znajdzie się miejsce” :)


Piwo jeden z najczęściej i najchętniej spożywanych napojów przez panów, ale i nie tylko. Pijemy okazyjnie, bez okazji, z przyjaciółmi, samotnie, w pubie, przy grillu itp.
Powody picia piwa są różne, jak i różne są okoliczności jego spożywania. Jak zawsze i tu konieczny jest umiar i zachowanie zdrowego rozsądku.


Czy piwo faktycznie skraca życie?
Tego jednoznacznie określić się nie da i w zasadzie to chyba dobrze :)

O czym warto wiedzieć pijąc piwo?
Najbardziej wartościowe są piwa niefiltrowane – trochę składników mineralnych, szczątkowe ilości białek, związków z ekstraktu zgromadzonych w procesie ważenia piwa oraz witaminy z grupy B – osad na dole butelki niefiltrowanego piwa to m.in. obumarłe komórki drożdży bogate w te witaminy.

Piwo jest diuretykiem, co wypijemy to szybko oddamy. Owszem, przepłucze nasze nerki, ale nadmierna ilość będzie je obciążała. W letnie dni należy uważać, gdyż wypicie piwa może spowodować szybkie oddanie moczu a brak płynów w kolejnych godzinach, może przyczynić się do odwodnienia organizmu w szczególności u osób starszych i przebywających na „palącym” słońcu.

Średnia wartość kaloryczna większości piw to ok 40-56 kcal/100ml. Mało?
Wypijając 4 kufelki złocistego trunku, możemy dostarczyć do organizmu np. 1200 kcal (alkohol, węglowodany) no i tu robi się już całkiem sporo.

Piwo może powodować wzmożenie apetytu, aczkolwiek jest to bardzo indywidualna „przypadłość/cecha”.

Spożywanie nadmiernych ilości piwa w połączeniu z posiłkami czy przekąskami może przyczynić się do powstawania nadwagi.
W pierwszej kolejności organizm dąży do stanu równowagi, odtruwając go przez metabolizowanie spożytego alkoholu (czyli najpierw wykorzysta energię pochodzącą z rozkładu alkoholu). Węglowodany, tłuszcze i białka z przyjętych pokarmów będą wykorzystywane w dalszej kolejności a ich nadwyżka może być przekształcana i odkładana w formie tkanki tłuszczowej.

Piwa oprócz alkoholu zawierają żywice (humulinę i lupulinę), dzięki nim piwo odpręża, rozluźnia i redukuje stres.
Zażywane regularnie jako „nagroda” po ciężkim dniu, może przyczyniać się do rozwoju uzależnienia.

Gdybym chciał przestać to bym nie pił. Nie mam z tym problemu, mogę przestać kiedy tylko zechcę"

Też tak mówisz? A ile jesteś w stanie wytrzymać? Miesiąc, dwa, cztery? Czy po tym okresie z ulgą odetchniesz „a nie mówiłem (am), że nie mam problemu”, „nareszcie mogę się napić”.

Piwo ma wysoki indeks glikemiczny – 110 czyli większy niż glukoza, ale zawartość cukru jest niska, przez co ładunek glikemiczny również jest niski. Aczkolwiek osoby z cukrzycą powinny uważać przy spożyciu tego trunku.
Zarówno piwo jak i pozostałe alkohole są niewskazane w diecie również przy wielu innych schorzeniach.

Jeśli jesteśmy jednak zdrowi, sporadyczne spożycie piwa w umiarkowanej ilości nie powinno nam zaszkodzić a może nawet trochę pomoże :)

Czy cukier trzcinowy jest bardziej zdrowy?
Odpowiem nie.

Czy brązowy jest lepszy?
Nie.

Trzcinowy, buraczany, biały czy brązowy cukier to cukier – ponad 99% sacharozy.Brązowy kolor zawdzięcza karmelowi (barwnik) lub dodatkowi melasy (produkt uboczny produkcji cukru, zawierający oprócz wody i cukru inne składniki odżywcze, mineralne i witaminy – świetna pożywka dla bakterii i dodatek do pasz dla bydła).

Jeśli ktoś doszukuje się w cukrze brązowym/trzcinowym prozdrowotnych właściwości, to raczej pomylił kategorie produktu.

To czemu mówią, że trzcinowy jest lepszy?
Wszystko co egzotyczne i mało poznane wydaje się lepsze – lepsze do marketingu i sprzedaży :)

Dlaczego brązowy jest znacznie droższy?
Wynika to z poniekąd z poprzedniego.

Ale jest coś jeszcze, co różni białe i brązowe kryształki a jest to smak i aromat, który jest lekko odmienny np. dla trzcinowego oraz białego buraczanego. Ale kto chrupie sam cukier dla smaku?


Osobiście nie polecam żadnego i najlepiej jest wyeliminować go z diety.

Poniżej przedstawiam prosty sposób na ograniczenie spożycia cukru w herbacie/kawie.


Do realizacji zadania potrzebny jest osobnik 1 (osoba, które ma odzwyczaić się od słodzenia) oraz osobnik 2 (osoba – np. Ty, która chce odzwyczaić od słodzenia osobnika 1)


1) Osobnik 1 musi być zupełnie nieświadomy tego co robimy.

2) Osobnik 2 za każdym razem, kiedy osobnik 1 ma ochotę na herbatę/kawę, proponuje mu jej zrobienie.

3) Osobnik 2 w zależności od tego jak często robi herbatę/kawę zmniejsza minimalnie dodatek cukru. Im dłuższy okres i powolniejsze zmiany ilości cukru, tym większa szansa na powodzenie misji.

4) Zmiana dawki cukru nie może następować zbyt szybko, gdyż osobnik 1 może wyczuć podstęp i mniejsze stężenia cukru w napoju.
5) Kurację prowadzimy tak długo, aż osobnik 1 osiągnie zakładany przez nas cel np. pół łyżeczki lub całkowitą eliminację.

Kiedyś byłem osobnikiem 1 – obecnie nie słodzę ;)

Taka niepozorna masa a przypisują jej tyle zalet. Postanowiłem więc odnaleźć źródła tych doniesień, bo szczerze mówiąc miałem trochę wątpliwości. Co piszą w sieci ciekawego na temat oleju? Przytoczę wybrane fragmenty.

"Olej kokosowy jest ciężkostrawny i trudno przyswajalny”
Nie jest to prawdą, jest odwrotnie.

Ma właściwości antywirusowe i przeciwbakteryjne
Nie olej a kwasy tłuszczowe w nim zawarte. Nie warto smarować nim zmian chorobowych wywołanych przez mikroorganizmy. W jelitach olej jest trawiony i uwalniane są kwasy tłuszczowe (m.in. te o wspomnianych właściwościach) dlatego po spożyciu mogą pojawić się np. nudności czy dyskomfort w przewodzie pokarmowym, bo wtedy dochodzi do zaburzeń w mikroflorze.

„Łyżka lub dwie do herbaty dziennie przyśpieszy odchudzanie”
Nie przyspieszy. Po prostu z racji, że tłuszcz ten ma krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe i ma większe powinowactwo do wody niż np. oleje płynne czy smalec, jest łatwiej strawny i szybciej metabolizowany przez organizm. Dlatego nie warto specjalnie podnosić kaloryczności diety łyżką tego oleju na przekąskę.

„olej kokosowy przyspiesza metabolizm”
Nie przyspiesza, tak jak wyżej.

„olej kokosowy obniża cholesterol”
Nie stwierdzono żadnych właściwości czystego oleju kokosowego (mieszaniny krótkołańcuchowych jak i długołańcuchowych kwasów tłuszczowych) obniżających całkowity cholesterol. Na razie jednoznacznie nie stwierdzono bezpośredniego wpływu na poziom frakcji HDL i LDL. Można powiedzieć, że jest neutralny/bezpieczny.

„olej kokosowy zmniejsza łaknienie/głód”
Jak każdy tłuszcz... machnij łyżkę smalcu lub kieliszek oleju czy tranu i też Ci się odechce jeść :)

w krajach azjatyckich, gdzie olej kokosowy jest głównym źródłem tłuszczu w diecie, ludzie nie chorują na miażdżycę i choroby sercowo-naczyniowe”
A no dlatego, że ten neutralny tłuszcz jest tam powszechny i tani, tak jak u nas (nie neutralny) smalec. Nic poza tym.

Rafinowany czy nierafinowany?
Rafinowany (oczyszczony) jest bardziej stabilny – wydaje się być lepszy do smażenia.
Nierafinowany – może do kosmetyki.

Podsumowanie

Na kilkadziesiąt publikacji naukowych i przeglądowych jakie przeczytałem na temat MTC, oleju kokosowego i prac około tematycznych w poszukiwaniu dowodów (nawet w tych cytowanych w bibliografiach autorów kokosowej propagandy), żadnych magicznych właściwości oleju kokosowego nie odnalazłem.

Jest za to uznany za bezpieczny i obecnie neutralny.

Nie przyspiesza metabolizmu, dosyć łatwo się trawi, wchłania i spala. Nie wpływa na lipidogram (powiedzmy).
Ma wysoką temperaturę spalania, zawiera kwasy tłuszczowe nasycone, dlatego nadaje się do smażenia. Z powodzeniem można nim zastąpić smalec lub mieszać z innymi tłuszczami.

Warto stosować ale nie dajmy się nabrać i zwariować.

 

 

 

Masz problemy zdrowotne?

Cierpisz na schorzenia bądź choroby dietozależne, masz uczucie dyskomfortu po jedzeniu?

Chcesz odzyskać vigor
i poprawić stan witalności organizmu?

Jestem tu dla Ciebie.

Czy istnieje dieta „Cud”na odchudzanie?

Jeśli myślisz, że tak – jesteś
w błędzie.
Nawet najbardziej wymyślna
i zbilansowana dieta nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, jeśli Ty nie będziesz współpracować „z nią” i swoim ciałem.
Pamiętaj, dieta jest podstawą
w budowaniu wizerunku
i sylwetki. Od Ciebie i Twojejdeterminacji zależy to, jak będziesz lub jak możesz wyglądać.

Kochasz swoje dziecko i chcesz dla niego jak najlepiej?

To w jaki sposób odżywia się Twoje dziecko znacząco wpłynie na jego zdrowie i odbije ślad
w późniejszym życiu.
Jeżeli Twoje dziecko odżywia się niewłaściwie, nie wiesz jak
to zmienić i martwisz się o jego zdrowie, zgłoś się - chętnie
Wampomogę.

Jestem absolwentem Wydziału Nauk o Żywności i Biotechnologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Swoją przygodę z żywieniem człowieka rozpocząłem w 2000r. w Zespole Szkół nr 5 w Lublinie, uzyskując w 2005r. tytuł Technika Technologii Żywienia z oceną celującą. Jestem dwukrotnym finalistą Ogólnopolskiej Olimpiady Wiedzy o Żywności i Żywieniu Człowieka. Praktykę zawodową zdobywałem w zakładach żywienia zbiorowego, pensjonatach oraz w prywatnych gabinetach dietetycznych. Współpracuję z lubelskim Centrum Edukacji Żywieniowej Vitness.
Prywatnie uwielbiam górski wycisk i jestem zwolennikiem aktywnego spędzania czasu na świeżym powietrzu.

Oferta

żywienie dzieci i młodzieży w wieku szkolnym*
żywienie w sporcie
racjonalne żywienie dla osób zdrowych
redukcja tkanki tłuszczowej i zapobieganie otyłości
żywienie w stanach chorobowych:
· nadciśnienie
· miażdżyca
· nadczynność i niedoczynność tarczycy
· choroba Hashimoto
· choroba Leśniowskiego Crohna
· choroby nerek
· choroby wątroby
· refluks żołądkowy
· niedobory składników mineralnych i witamin
· celiakia


 

* wizyta osób poniżej 18 roku życia wyłącznie z rodzicem

Cennik

Pierwsza konsultacja 100 zł

(wywiad żywieniowy, wskazówki i zalecenia żywieniowe, ustalenie celu, pomiar masy ciała)

Pierwsza wizyta kontrolna 50 zł (każda kolejna 40zł)

(omówienie przebiegu i rezultatów diety, ustalenie kolejnych kroków w żywieniu, pomiar masy ciała)

7-dniowy plan żywieniowy 100 zł**

Do wizyty proszę o przygotowanie i zabranie ze sobą spisu wszystkich potraw/ posiłków np. z dwóch dni pracujących oraz jednego dnia z weekendu. Podać przybliżoną ilość (gramatura lub objętościowo np. 1 kotlet schabowy, woreczek ryżu). Wypisać również wszystkie przyjmowane płyny w ciągu dnia (woda, kawa, soki).


 

** plan żywieniowy wysyłam do 7 dni po wizycie.